Drogi Nixosie, z radością przyjmuję Twój felieton, zwłaszcza jeśli jest on zapowiedzią całego cyklu.
Co do jego wstępu - niestety, zmniejszona aktywność starszej wiekiem części redakcji jeśli chodzi o pisanie o samym RPG jesy spowodowana tym, że dla nas z wiekiem RPG stało się towarem deficytowym. Dawno skończyły się czasy kiedy grało się co tydzień. Dla nas każda sesja to wielkie święto. Różne są tego powody - niektórzy, jak np. Wesyr, są tak zarobieni, że nie mają czasu grać a inni, np ja, nie mają już z kim grać, bo wszyscy albo wyrośli albo nie mają czasu. To bardzo przykry moment w życiu RPGowca - obawiam się, że i Ciebie kiedyś to czeka.
Co do meritum felietonu - rozumiem zamiłowanie ogółu erpegowców do heroizmu. Nasz świat jest w większej części szary, nudny i wrogi. Na sesjach staramy się przenieść do innego świata - takiego, na którego losy możemy wpływać. Część z nas wojuje na co dzień z nauczycielami, część morduje się z wykładowcami a część słyszy joby od szefa w pracy. Nie trudno zatem zrozumieć, że czasem człowiek chce sobie wyobrazić, że trzyma w ręku miecz lub magiczną różdżkę, że byle ciury mu się w pas kłaniają i że to on sam pisze historię swego świata. Nadto niekiedy możemy szukać czego innego w RPG - ja np. często cierpię na przyduszenie przez miasto, tesknię za naturą. Gdy nie mam w perspektywie żadnego wyjazdu, miło jest zagrać sesje jakimś gajowym lub kłusownikiem i przemierzać leśne ostępy.
Na koniec chciałbym jedak zaznaczyć, że wielu graczy nie wymaga heroicznych sesji. Moja dawna grupa np. przez lata grania w Cthulhu, wcielała się niekiedy w lumpów i ludzi z marginesu - dla nas to też niecodzienna egzystencja.
Drogi Nixosie, z radością
Drogi Nixosie, z radością przyjmuję Twój felieton, zwłaszcza jeśli jest on zapowiedzią całego cyklu.
Co do jego wstępu - niestety, zmniejszona aktywność starszej wiekiem części redakcji jeśli chodzi o pisanie o samym RPG jesy spowodowana tym, że dla nas z wiekiem RPG stało się towarem deficytowym. Dawno skończyły się czasy kiedy grało się co tydzień. Dla nas każda sesja to wielkie święto. Różne są tego powody - niektórzy, jak np. Wesyr, są tak zarobieni, że nie mają czasu grać a inni, np ja, nie mają już z kim grać, bo wszyscy albo wyrośli albo nie mają czasu. To bardzo przykry moment w życiu RPGowca - obawiam się, że i Ciebie kiedyś to czeka.
Co do meritum felietonu - rozumiem zamiłowanie ogółu erpegowców do heroizmu. Nasz świat jest w większej części szary, nudny i wrogi. Na sesjach staramy się przenieść do innego świata - takiego, na którego losy możemy wpływać. Część z nas wojuje na co dzień z nauczycielami, część morduje się z wykładowcami a część słyszy joby od szefa w pracy. Nie trudno zatem zrozumieć, że czasem człowiek chce sobie wyobrazić, że trzyma w ręku miecz lub magiczną różdżkę, że byle ciury mu się w pas kłaniają i że to on sam pisze historię swego świata. Nadto niekiedy możemy szukać czego innego w RPG - ja np. często cierpię na przyduszenie przez miasto, tesknię za naturą. Gdy nie mam w perspektywie żadnego wyjazdu, miło jest zagrać sesje jakimś gajowym lub kłusownikiem i przemierzać leśne ostępy.
Na koniec chciałbym jedak zaznaczyć, że wielu graczy nie wymaga heroicznych sesji. Moja dawna grupa np. przez lata grania w Cthulhu, wcielała się niekiedy w lumpów i ludzi z marginesu - dla nas to też niecodzienna egzystencja.