Blood Feud in New York | Moorhold.net - reszta to fikcja

Blood Feud in New York

bfny.jpg

Zapraszam do zapoznania się z recenzją gry planszowej Blood Feud in New York.

Blood Feud in New York to planszówka wydana jakiś czas temu przez nieistniejące już wydawnictwo Eagle Games. Każdy z graczy (w liczbie od 2 do 6) wciela się w postać mafijnego bossa z Nowego Jorku, obejmując we władanie jedną z dzielnic tego miasta. Jego zadaniem, jak nietrudno się domyślić, jest przejęcie kontroli nad innymi dzielnicami, a nade wszystko wyeliminowanie pozostałych mafiosów… A zatem, posługując się fachowym językiem rodem z „Ojca Chrzestnego”, celem gry jest zostanie cappo di tutti cappi.

Zawartość pudełka
Gra, podobnie jak inne głośne zachodnie produkcje takie jak Warcraft, czy The Game of Thrones, wydana jest na najwyższym poziomie. Sporych rozmiarów pudło zawiera naprawdę dużą planszę (lakierowana, gruba tektura), masę kolorowych figurek przedstawiających mafijne jednostki oraz pojazdy (thugs, family members, speed boats etc.), banknoty dolarowe, dziesięciościenne kostki, plansze referencyjne stanowiące skrót najważniejszych zasad (przydają się w grze) oraz instrukcję w języku angielskim (dostępne jest tłumaczenie zasad w języku polskim). Niby swego rodzaju standard, jeśli chodzi o amerykańskie gry, a jednak – przynajmniej na mnie – taka zawartość robi wrażenie.

Mechanika
Jak wspomniałem wyżej, wraz z grą otrzymujemy komplet dziesięciościennych kości, za pomocą których rozstrzygana jest przede wszystkim walka (oprócz tego jeszcze losowanie dzielnicy, w której się zaczyna rozgrywkę). Poza walką, kostek się nie używa, a zatem tzw. czynnik losowy ograniczony jest tu do niezbędnego minimum, choć starcia w Blond Feud In New York stanowią właściwie esencję gry. Nie ma za to żadnych kart z wydarzeniami. Te ostatnie kreują tylko i wyłącznie gracze.
Wracając jednak do mechaniki – testy są bardzo proste. Na karcie referencyjnej każda jednostka ma podaną wartość jaką trzeba wyrzucić na kostce, by trafić przeciwnika (np. oznaczenie 7+ oznacza, że na k10 musi wypaść 7 lub więcej). Jednostki są zróżnicowane i co najważniejsze, każda z nich ma swoje zalety. Thugs są tani, dzięki czemu można kupować ich niemal hurtowa, henchmen za to poruszają się co dwa pola, zaś hit men mogą przeprowadzić tzw. „sneak attack” dzięki któremu tylko oni strzelają, a przeciwnik nie ma możności oddania tzw. przedśmiertnego strzału. To ostatnie rozwiązanie zresztą uważam za genialne, gdyż dzięki niemu każda bitwa jest pełna emocji, a jej losy nie zawsze są możliwe do przewidzenia.

Serce gry
Walka o władzę w Nowym Jorku jest naprawdę krwawa. Autorzy gry przewidzieli dwa sposoby na osiągnięcie pozycji cappo di tutti cappi. O pierwszej z nich nadmieniłem na samym początku recenzji (eliminacja pozostałych bossów). Drugą metodą jest uzyskanie dochodu rzędu 6 tyś. dolarów w jednej turze, co jest realne, jednak konieczne wydaje się tu być przejęcie wpływów przynajmniej jednej konkurencyjnej rodziny.
Skoro jednak wspomniałem o dolarach i dochodach, to pozwolę sobie nieco dłużej zatrzymać się przy tym wątku gry. Otóż w Blond Feud każdy z graczy oprócz wynajmowania mafijnych żołnierzy i kupowania pojazdów musi też inwestować w nielegalne interesy. A zatem istnieje możliwość „stawiania” budynków, które symbolizują różnego rodzaju „brudne inwestycje” (dystrybucje narkotyków, agencje towarzyskie etc.). Zarówno więc inwestowanie w nielegalny biznes jak i przede wszystkim zdobywanie wpływów (czyt. przejmowanie nowych dystryktów) zwiększa nasze możliwości finansowe, a wiadomo – im więcej szmalu tym więcej żołnierzy.
Oprócz tego można również przekupywać policję! Co prawda nie zwiększa to naszych dochodów, jednak jest to o tyle ważne, że dzięki „kupionemu” posterunkowi ograniczamy możliwości ataku pola na którym znajduje się taki budynek (agresor musi zapłacić łapówkę, której stawka rośnie wraz z każdą następną próbą przejęcia tego terenu)
Wspomniałem również o tym, iż w grze występują pojazdy – limuzyny, motorówki (niemal każda dzielnica Nowego Jorku rozdzielona jest wodą) oraz helikoptery. Każdy z nich zwiększa mobilność naszych mafiosów, gdyż możemy poruszać jednostki szybciej (np. o 5 pól w przypadku limuzyn). Pojazdy to naprawdę niebezpieczne narzędzie w rękach gracza, gdyż może on dokonać niespodziewanego rajdu na dystrykty kontrolowane przez przeciwnika i np. wyeliminować za jednym zamachem konkurencyjnego bossa.
W Blond Feud trzeba naprawdę się pilnować i chronić swego szefa. Jego strata oznacza koniec gry dla gracza, który go kontroluje, zaś ten, który go wyeliminował przejmuje niemal cały interes wysadzonego z interesu niedoszłego cappo di tutti cappi… Nie muszę chyba dodawać, że takie przejęcie oznacza potężny zastrzyk finansowy dla zwycięzcy.
Do tej pory nie wspominałem o interakcji między graczami. Autorzy gry poświęcili cały jeden rozdział instrukcji temu zagadnieniu, przy czym z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż ten element gry jest rozwiązany niemal tak samo rewelacyjnie jak np. w The Game of Thrones. Gracze mogą tworzyć sojusze, wymieniać się zakładnikami (tak, tak – członków rodziny można brać do niewoli!), przekupywać, handlować jednostkami i pojazdami, słowem – możliwości jest tu naprawdę wiele. Oczywiście cała ta otoczka ma sens, gdy w Blond Feud gra więcej osób, bo jakoś sobie nie wyobrażam tej interakcji przy grze w dwójkę…

Minusy
Wady w Blond Feud są właściwie dwie – cena (ponad 200 zł) oraz to, iż rozgrywka ma charakter bardzo agresywny i właściwie chwila nieuwagi może skutkować szybkim wyeliminowaniem gracza z dalszej zabawy (nawet już w 2 – 3 turze).

Ostatnie słowo
Gra jest naprawdę dobra. Myślę, iż miłośnicy strategii w stylu Twilight Imperium, czy wspomnianego kilka razy The Game of Thrones będą usatysfakcjonowani. Za nieco ponad 200 zł dostajemy do rąk dobrze wydaną i przemyślaną planszówkę, która powinna dostarczyć każdemu naprawdę mocnych wrażeń. Gorąco polecam, myślę, że się nie zawiedziecie!

Autor: Bogoria

Info o grze:
Blond Feud in New York
Wydawca: Eagle Games, 2005
Cena: ok 210 zł

Wygląda na to, że gra jest

portret użytkownika Wesyr

Wygląda na to, że gra jest czysto strategiczno-nawalankowa? Nie ma tu miejsca na knucie intryg, wrabianie w procesy, zastraszanie, kablowanie, wtyczki i inne tego typu rzeczy, w których mafie tak pięknie się "bawią"? Pozostaje pilnować się i mieć szczęście na kostkach?

Gdzie można znaleźć polską wersję zasad i gdzie taką grę można nabyć?

Sam recenzja jest wyczerpująca i dobrze napisana. Więcej takowych na pewno będzie trzeba. Ale jak razem z Neurocidem zrecenzujecie swoje zasoby to już będzie masa tego ;)


--------------------------------
They killed Kenny. You bastards!

Brzmi nieźle

portret użytkownika Nixos

To co spłodził Bogoria zachęca do zagrania w tą grę. Mam nadzieje, że uda mi się kiedyś to uczynić (być może podczas jakiejś wizyty w Warszawie ::> ?).

Pozdrawiam
Nixos

Knucie intryg jak

portret użytkownika Bogoria

Knucie intryg jak najbardziej. Możesz wchodzić w układy z innymi graczami - mafiozami, napadać wspólnie na innych, dzielić strefy wpływów, by następnie te postanowienia łamać, przyjmować łapówkę w zamian za zaniechanie ataku etc.. Generalnie - jak to w tego typu grach - interakcji pomiędzy graczami jest naprawdę sporo. Do tego dochodzi jeszcze banalna mechanika, którą da się wytłumaczyć w 5 - 10 minut.
Zasady do pobrania są na stronie Wargamera - http://www.wargamer.pl/index.php?catId=785
Natomiast grę można kupić np. w Rebelu.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Allowed HTML tags: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

CAPTCHA
Poniższy test ma za zadanie zablokować roboty sieciowe przed rejestrowaniem się oraz przed dodawaniem odpowiedzi.