AZYL
Załoga powoli zbierała się na mostku kapitańskim. Sy przybył jako ostatni.
-Dzień dobry śpiochu!- powitał go swym tubalnym głosem kapitan Kiryłow i widząć, że wszyscy są już obecni zakomenderował- Na stanowiska!
Sy nienawidził tego uczucia, które towarzyszy człowiekowi przez kilka godzin od wybudzenia z hibernacji- wiotkości mięśni, ospałości i osłabienia orientacji przestrzennej. Nienawidził też tego, że zaraz po pobudce musi od razu przechodzić do zadań służbowych zamiast chociaż móc napić się kawy. Cóż, stary zawsze był zasadniczy i ściśle trzymał się procedury, nawet tam gdzie diabeł mówi dobranoc i gdzie nie może być mowy o żadnym zagrożeniu ze strony piratów ani mafii.
-Pierre?- Odezwał się Kiryłow gdy wszyscy zajęli miejsca przy pulpitach.
-Reaktor trochę ciepły ale szybko wraca do normy, za ok. 5 min. wszystko będzie w porządku. Kolektory zebrały sporo energii, nie zabraknie nam. Poza tym znów zaczynają ciągnąć, z Gammy.- odpowiedział inżynier pokładowy.
-Rachel? – Kapitan zwrócił się w stronę rudej dziewczyny, pełniącej na statku obowiązki operatora systemów obronnych.
-W promieniu parseka radar nie wykrył żadnych obiektów pochodzenia ludzkiego. Tarcze włączone na 50% mocy, na wypadek asteroidów.
Sy wpatrywał się błędnym wzrokiem w zielonkawą planetę, pokrytą płaszczem kłębiących się gęstych chmur, widniejącą w panoramicznym oknie mostka. „Ciekawe, czy coś się w niej kryje czy też bez sensu stracimy 4 miesiące życia potrzebne na podróż tam i z powrotem? Pieniądze nie zrekompensowałyby tej straty czasu… Może pora poszukać sobie innego zajęcia?” pomyślał.
-Cordel? – Znów dał się słyszeć bas kapitana.
-Weszliśmy na orbitę geostacjonarną, stoimy w dryfie, stabilizatory działają automatycznie- odparł nawigator.
-Sy?
Dźwięk jego imienia wyrwał Sy’a z zadumy. Spojrzał na monitor swego panelu i zobaczył, że wstępna analiza planetologiczna jest gotowa.
-Planeta ok. 60% rozmiaru Ziemi i 56% jej masy. Grawitacja proporcjonalnie mniejsza, ale nie powinna utrudniać poruszania. Okres obiegu wokół Gammy-3, 146 dni. Dzień i noc trwają po ok. 7 godzin. Orbita jest regularna wahania pory dnia są niewielkie.- Wyrecytował.- Jestem gotowy do odpalenia próbnika atmosferycznego.
-Wykonać.- Rozkazał kapitan.
Załoga poczuła leciutkie drgnięcie statku i po chwili ukazał się w oknie mały błyszczący obiekt, który szybko zniknął pod kołdrą zielonych chmur.
-Za ok. 10 min powinniśmy mieć wyniki.
-Załoga spocznij- Powiedział Kiryłow.- Wg. Czasu ziemskiego jest ok. 20.30 więc może powoli idźcie już spać. Ty Sy poczekaj na rezultaty i wprowadź je do raportu. Potem, jeśli będzie to możliwe, wyślij na powierzchnię tej kapusty próbniki geologiczne. Jak to zrobisz, będziesz wolny.
Sy zabrał się do roboty. Jedyne o czym teraz myślał to filiżanka kawy i strasznie denerwowało go to, że musi jako ostatni schodzić z mostku. Wyniki przyszły po chwili. Dwutlenek Węgla 70%, Azot 25%, Hel 3%, Metan 2%. Nic obiecującego. Po wprowadzeniu danych do archiwum, Sy przygotował wyrzucenie próbników geologicznych. Wiązka geodetektora wyznaczała kawałki płaskiego terenu pod lądowanie. Po chwili statek znów lekko drgnął i kolejne, nieco większe od poprzedniego obiekty ruszyły w kierunku planety. Gdy zniknęły w kłębach zielonych chmur, Sy zdał raport kapitanowi i udał się do swojej kajuty. Gdy już zwalił się jak kamień na swoją koję wezwał stewarda i zamówił kawę oraz spaghetti. Robot w kilka chwil zreplikował zamówione specjały. „Kiedy wreszcie te maszyny nauczą się przyrządzać dobre Milanese?” zapytał sam siebie Sy po skończonym posiłku i mimo kawy zasnął niemal od razu.
---
Teleskop orbitujący wokół Sirocco, jednego z trzech naturalnych satelitów planety Nobel w systemie Tau Ceti, cztery miesiące temu odnotował, że wokół odległej o sześć parseków czerwonej gwiazdy Gamma-3 krąży terraidalna planeta. Układ Gamma położony był daleko poza granicami Konfederacji i daleko od wszelkich gorących obszarów będących przedmiotem jej i jej członków zainteresowania. Przez tamten kwadrat nie przechodziły żadne szlaki komunikacyjne ani handlowe, nie odnotowywano też w nim nigdy incydentów z udziałem piratów, mafii bądź terrorystów. Problem przeludnienia Konfederacji został rozwiązany kilkadziesiąt lat temu, po odkryciu trzech dużych i świetnie nadających się do kolonizacji planet w systemie Alfa Thule, więc zlokalizowanie nowej terraidalnej planety nie było już dla nikogo wiadomością na wagę złota. Dlatego też Biuro Eksploaracji nie było zbytnio poruszone i zdecydowało się wysłać do zbadania owej planety SK „Cabot”- statek stary i obsadzony niedoświadczoną załogą, jeśli nie liczyć emerytowanego kapitana Kiryłowa, który wciąż nie mógł rozstać się z podróżami kosmicznymi (w drodze wyjątku udzielono mu pozwolenia na kontynuowanie służby przez kolejne pięć lat). Już więc na samym początku zielona planeta w układzie Gamma nie zaintrygowała decydentów floty odkrywczej Konfederacji jednak pragmatyka eksploracyjna wymagała zbadania każdej leżącej w zasięgu podróży planety o stałej powierzchni, gdyż mogła ona kryć złoża minerałów. Uzasadniałoby to stworzenie kolonii górniczej. Nikt jednak nie liczył na to, że załoga „Cabota” odnajdzie w systemie Gamma żyłę złota…
----
Cała załoga z uwagą wpatrywała się w okno mostku kapitańskiego, które w tym momencie służyło jako ekran. Nastawione na odbiór obrazu z bezzałogowego samolotu wysłanego pod płaszcz chmur planety, transmitowało zdjęcia robione z wysokości ok 1500m., przy prędkości 250 km/h i dobrej widoczności. Oczom kosmonautów ukazała się rozległa kamienista równina gdzieniegdzie tylko urozmaicona pasmami niewysokich wzgórz. Wiatr wzbijał z niej tumany pyłu, niebo miało kolor jadeitu.
-Pustynia...- Przerwał ciszę Cordel- Niezbyt przytulnie...
-Nigdy na niej nie widać słońca, a w nocy to musi być tam ciemno jak oko wykol…- Dodała Rachel.
-Co na to nasz planetolog?- Zapytał kapitan, kierując swe siwe spojrzenie na Sy’a.
-Planeta raczej nadawałaby się do zasiedlenia. I to nie tylko po stworzeniu biosfer ale również możliwe byłoby przeprowadzenie transformacji atmosfery. Nie wiem jednak czy ta gleba nadawałaby się do czegokolwiek, nawet po pełnym procesie terralizacji…- podsumował Sy. Po chwili dostrzegł, że oblicze Kiryłowa pokrywały chmury, ciemniejsze niż zielona otulina planety. Ten stary wyga dowodzi już niewiadomo którą ekspedycją, na statkach badawczych spędził niemal całe życie a nigdy nie udało mu się odkryć eldorado, ani nawet czegokolwiek co choć w małym stopniu mogłoby zwrócić uwagę obywateli Konfederacji na jego osobę. Kapitan trafiał na skaliste bryły dryfujące w kosmosie, na których co najwyżej zakładano potem posterunki obronne lub na bagniste czy też jałowe globy, na które nikt poza banitami i dziwakami nie chciał lecieć. Ten za szybą nie zapowiadał zmiany...
-Hmm... No dobrze. Komu nie chce już oglądać się tego kina, jest wolny. Sy, kiedy będą wyniki próbników geologicznych?
-Za niecałą godzinę.
-Dobrze, poinformuj mnie jak to wygląda. Jak już wprowadzisz je do raportu zacznij się przygotowywać do wycieczki. To samo ty Cordel. A teraz opuszczę was na chwilę, spróbuję nadać wstępny meldunek do biura.- To mówiąc, zwalista postać kapitana skierowała się do swej kajuty.
----
Sy zawsze lubił moment, w którym magnetokopter przechodził z napędu rakietowego na grawitacyjny. Kadłub przestawał nieprzyjemnie drgać, za plecami znikał ognisty warkocz, dudniący w uszach łoskot spalanego gazu ustawał i nastawała błoga cisza, przerywana tylko czasem cichutkimi piśnięciami komputera pokładowego. Cordel wykonał efektowną beczkę i włączył komunikator.
-Zeszliśmy pod chmury, całkiem tu przyjemnie!- Zameldował się „Cabotowi”.
-Miłej wycieczki- Dał się słyszeć z głośnika głos Pierre’a.
Sy spojrzał na mroczne pustkowia rozpościerające się kilka tysięcy metrów pod nimi. Widział pasma niskich gór i strome kaniony, gdzieniegdzie dostrzegał też niewielkie kratery. Cordel schodził szybko lotem koszącym by w końcu zatrzymać się na wysokości 800m. Magnetokopter zawisł na chwilę nad złowieszczym płaskowyżem niczym czarna ćma by po chwili ruszyć powoli w kierunku północno-wschodnim. Sy filmował cały czas powierzchnię planety a nagranie to natchmiast transmitował na pokład „Cabota”. Pilnował też aby komputer zbierał jak najwięcej danych o powierzchni planety i warunkach atmosferycznych.
-Chciałbyś się przespacerować?- Zapytał Cordel po ok. kwadransie lotu.
-Chętnie. Po dwóch miesiącach człowiek tęskni za stałym gruntem, nawet takim jak ten…
Cordel łagodnie posadził magnetokopter na wzgórzu przypominającym wielki stół. Fotele na których siedzieli zjechały do śluzy i po chwili luk otworzył się a oni stanęli na zapylonej równinie pod nefrytowym niebem. Sy spojrzał na ekran swego podręcznego infokodera. Wskaźnik Geigera utrzymywał się na bezpiecznym poziomie. Temperatura powietrza wynosiła -25 stopni Celsjusza. „Dość łagodny klimat” pomyślał. Cordel już się nieco oddalił, jego sylwetka powoli przesuwała się po grzbiecie wzgórza nienaturalnie wielkimi krokami. Sy także odczuł mniejszą niż na Ziemi grawitację i jak zwykle w takich sytuacjach wykonał kilka efektownych skoków w dal, ciesząc się przy tym jak dziecko. Zebrał kilka próbek pyłu i kilka bryłek skalnych leżącycych na powierzchni po czym spojrzał na magnetokopter, odpoczywający niczym mały czarny ptak na płaskim szczycie, i ruszył w stronę pojazdu. Cordel, znajdujący się kilka metrów niżej na stoku, za chwilę także zawrócił. Po ok. 10 min spacerowania obaj kosmonauci znów zasiadali w kabinie magnetokoptera. Cordel włączył napęd grawitacyjny i po chwili pojazd delikatnie i bezgłośnie uniósł się kilka metrów w górę. Weszli na wysokość 1000m i ruszyli dalej na północny wschód. Pod nimi znów przesuwały się mroczne równiny zaś nad nimi nefrytowe niebo ciemniało z minuty na minutę. Nagle komputer pokładowy wydał dwa głośne i krótkie dźwięki. Cordel i Sy dostrzegli na ekranie radaru pomarańczowy punkt. Pilot natychmiast włączył komunikator.
-Halo, „Cabot”, tu Cordel! Odebraliśmy odbicie metaliczne!- Krzyknął niemalże do mikrofonu.
-Zapamiętajcie współrzędne i natychmiast wracajcie!- Z głośnika dobiegł nerwowy głos Kiryłowa.
Cordel odszedł świecą w górę, przechodząc po kilku sekundach na napęd rakietowy. Sy’a wbiło w fotel a szum silnika na moment go ogłuszył. Krew odpłynęła mu z głowy a gdy wróciła, znajdowali się już w górnych warstwach atmosfery by po kilku chwilach zatrzymać się w przestrzeni kosmicznej. Wyświetlacz optyczny natychmiast wykrył „Cabota” i zaznaczył go w postaci czerwonej elipsy.
-Co to było?- Spytał Sy, który dopiero teraz w pełni zroumiał co działo się przez ostatnich kilka minut.
-Jakiś obiekt wykonany w całości lub w części z metalu, pochodzenia nienaturalnego, o powierzchni co najmniej 1m2.- Odpowiedział Cordel i skierował statek w stronę „Cabota”. Gdy dolecieli, Cordel powiedział do mikrofonu „Pierre ściągnij nas” i po kilku sekundach fioletowa wiązka przyciągnęła magnetokopter do wnętrza brzucha statku, niczym język kameleona owada.
----
-Statek. To z całą pewnością jest statek kosmiczny, lub przynajmniej coś co z niego zostało...- Powiedział w zamyśleniu Kiryłow spoglądając na transmisję kamery bezzałogowego samolotu, który godzinę wcześniej rozkazał wysłać na miejsce z którego Cordel i Sy odebrali sygnał. Na grzbiecie rozległego wzgórza leżał czarny kształt przypominający cygaro, srebrzący się w świetle reflektora samolotu.
-Ktoś tu jednak był przed nami- Skonstatował Pierre.
-I temu komuś zależało na dyskrecji do samego końca- dodała Rachel- tylko to tłumaczy fakt, że nikt w Konfederacji nie odebrał nigdy sygnału ratunkowego z Gammy-3.
-Może załoga statku zginęła zanim automatyczny pilot jakimś cudem posadził statek na powierzchni?- odezwał się Cordel.
-A może to był jakiś bezzałogowy kontener?- włączył się Sy.
-Cóż, zakładam, że wkrótce się dowiemy- powiedział z lekkim uśmiechem Kiryłow- na dziś to już koniec pracy, jutro się tym zajmiemy.- to powiedziawszy opuścił mostek. Sy wiedział, że stary kapitan będzie musiał dziś przemyśleć całą sprawę przy kieliszku wybornego gruzińskiego koniaku, którego kilka butelek (autentycznego, naturalnego, prosto z Ziemi, nie żadnego replikowanego syntetyku) zabierał ze sobą na każdy rejs. „Cóż, jutro chyba czeka nas kolejna wycieczka, tym razem z miotaczami przy pasach” pomyślał Sy i udał się na siłownię aby przywrócić trochę krzepy swym zwiotczałym mięśniom.
----
Magnetokopter osiadł łagodnie ok. stu metrów od wraku. Z bliska wyraźnie widać było okno mostku dowodzenia. Statek był przepołowiony, brakowało tylnej jego części. Za nim widoczna była ciągnąca się przez ponad kilometr olbrzymia koleina.
Kiryłow, Cordel, Rachel i Sy opuścili pojazd z miotaczami w ręku. Wolnym krokiem podeszli do czegoś co przypominało luk. Kapitan uważnie zlustrował skorupę w okolicy włazu. Ta część kadłuba wyglądała na nienaruszoną.
-Przynieść laser Kapitanie?- zapytała Rachel
-Poczekaj...- odpowiedział Kiryłow i dotknął dłonią stalowych drzwi. Ku zaskoczeniu całej czwórki drzwi otworzyły się samoistnie a ich oczom ukazała się śluza. Wszyscy byli już pewni, że we wnętrzu wraku jest ktoś żywy, tylko tak można to było wytłumaczyć. „A może to nie jest człowiek?” przemknęło Sy’owi przez głowę.
- Rachel zostań na zewnątrz i miej laser na podorędziu, gdyby nas w tym uwięziło. Sy, Cordel odbezpieczcie miotacze- to mówiąc, Kiryłow sam wcisnął przełącznik swej broni.
Trzech kosmonautów weszło do śluzy. Drzwi zamknęły się za nimi samoistnie, włączył się mechanizm filtracji powietrza o czym poinformował ich podświetlony napis nad włazem. Po chwili drzwi na przeciwległej ścianie otworzyły się, a oczom odkrywców ukazała się przestronna kabina, oświetlona i w nienaruszonym stanie.
-Wszystko w porządku Rachel- powiedział Kiryłow do mikrofonu w swym hełmie- wróć do magneta i czekaj na nas. W razie czego damy znać.
-Przyjęłam- odpowiedział kobiecy głos ze słuchawki.
Gdy tylko załoganci „Cabota” weszli do środka kabiny ujrzeli człowieka, siedzącego bez maski i bez skafandra w wygodnym skórzanym fotelu. Był to stary mężczyzna o pooranej bruzdami twarzy i długich siwych włosach. Na widok kosmonautów wstał łagodnie i pozdrowił ich ruchem ręki. Stanęli jak wryci.
-Możecie zdjąć maski, nic wam nie grozi- przemówił powoli i z dziwnym akcentem nieznajomy. Kosmonauci wciąż stali jak słupy soli. Po kilku długich sekundach Sy spojrzał na wyświetlacz swojego infokodera i szybko odczytał, że w pomieszczeniu temperatura wynosi 22 stopnie Celsjusza, poziom radioaktywności jest bliski zeru a skład powietrza niemal identyczny z ziemskim. Jako pierwszy odpiął zatrzask swojego hełmu. Zaraz po nim uczynili to Kiryłow i Cordel.
-Kapitan Wasilij Kiryłow, dowódca SK „Cabot” z floty odkrywczej Konfederacji. Moi załoganci, nawigator Cordel Elman i planetolog Sy Walters.- wycedził wyprostowany jak struna kapitan.
-A czwarty kosmonauta? Ten który został w waszym pojeździe?- spytał podejrzliwie starzec.
-Rachel McKinnon, odpowiedzialna za bezpieczeństwo. Otrzymała rozkazy aby czekać na nasz powrót- odpowiedział Kiryłow plując sobie w brodę za brak ostrożności i przeoczenie prostej ewentualności funkcjonowania kamery zewnętrznej statku, monitorującej okolicę.
-Usiądźcie...- powiedział nieznajomy wskazując im dużą sofę stojącą przy przeciwległej ścianie.- Vim Tromper, mechanik pokładowy statku „Rigel 16”. Chcecie coś zjeść lub czegoś się napić? – Sy wciąż nie wierzył w to co się działo. Zauważył, że Cordel dyskretnie szczypie się w policzek.
-Kieliszek koniaku, „Batumi”.- powiedział cicho Kiryłow. Nie czekając na zamówienie pozostałych dwóch kosmonautów, Tromper podszedł do umieszczonego w ścianie replikatora i wydał odpowiednie polecenie. Po chwili oniemiały Kiryłow zamoczył swe siwe wąsy w złocistym napoju.
-Widzę, że odebrało wam mowę, zatem chyba będzie najlepiej jeśli opowiem moją historię.- Tromper wyjął z kieszeni spodni paczkę papierosów i zapalił jednego.- Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze będę ją komuś opowiadał... To było trzy lata temu. Byłem niewolnikiem należącym do mafii z planety Bormio. Pracowałem w maszynowni tego frachtowca. Oczywiście chyba domyślacie się, że nie znajdziecie go w żadnych rejestrach floty handlowej ani żadnej innej... Przewoziliśmy ładunek biotoksyny „Tanatos B”, śmiertelnej broni biologicznej. Nie wiem kto był odbiorcą, w każdym razie udało mi się dowiedzieć od jednego z załogantów, że celem naszego rejsu jest planeta Vesper, leżąca w systemie Delta-7. „Rigel 16” był jednym z najnowocześniejszych statków handlowych jakie wtedy latały a i zapewne dzisiaj niewiele mogłoby mu dorównać. Sami widzicie jak mi się tu mieszka- uśmiechnął się lekko i zaciągnął dymem.
-Dysponowaliśmy napędem nadprzestrzennym. Czy teraz jest to już normą?- zapytał po chwili,
-To wciąż wielka rzadkość...- szepnął niemalże Cordel.
Tromper uśmiechnął się jakgdyby przepełniła go duma, wypuścił pod kątem w górę chmurę szaroniebieskiego dymu i po chwili kontynuował swoją opowieść.
-Po opuszczeniu orbity Bormio wykonaliśmy skok. Prawdopodobnie jednak nawigator nie znał się na rzeczy i zamiast znaleźć się nieopodal Vesper, rzuciło nas tutaj. Dodatkowo w skoku nadprzestrzennym nastąpił jakiś wstrząs, być może też tuż po opuszczeniu nadprzestrzeni walnęła w nas jakaś asteroida.
-Kapitanie, żyjecie?- odezwał się kobiecy głos z głośnika w skafandrze Kiryłowa.
-Tak Rachel, wszystko w porządku, czekaj na nas, chwilę jeszcze tu pobędziemy- powiedział szybko kapitan i dodał- Proszę mówić dalej, panie Tromper.
-Straciliśmy napęd, system nawigacyjny został także prawie zupełnie zniszczony. Rozhermetyzowane zostały komory z biotoksyną. Byłem przekonany, że jestem trupem. Błękitny gaz wypełniał statek, kabina po kabinie, nic się nie dało zrobić. Widziałem jak umierają wszyscy po kolei, czekałem pokornie na swoją kolej. Nie wiedzieć czemu nic mi się jednak nie stało.
-Jak to możliwe?- zapytał Sy.
-Podejrzewam, że zdołałem jakoś uodpornić się na to paskudztwo w czasie dwudziestopięcioletniej katorgi w kopalniach uranu na Bormio. Pamiętam, że jakiś jajogłowy robił wtedy eksperymenty na naszych brygadach…- tu zgasił papierosa i otarł czoło.
-Bormio to siedlisko bezprawia, o drugie takie trudno we wszechświecie.- zauważył Sy- Konfederacja była i jest wobec tego układu bezsilna.
-Zapewniam pana, że nie jest to dobre miejsce na urlop, mimo że klimat ma znakomity.- powiedział z lekkim grymasem na twarzy Tromper- Pewnie tylko dzięki niemu przeżyłem.
-Co działo się dalej?- zapytał niecierpliwym tonem Kiryłow.
-Mimo tego, że „Tanatos B” się mnie nie imał, nie sądziłem, że przeżyję. Statek wciąż leciał, czy to na ciągu awaryjnym, czy to siłą rozpędu, a ja nie mam pojęcia o pilotażu. Okazało się jednak, że pilot tuż po katastrofie zdołał jeszcze wprowadzić do komputera sterującego sekwencję awaryjnego lądowania na tej planecie. Znalazłem się w module ratunkowym statku i na moje szczęście bezpiecznie wylądowałem tutaj. Od tamtego czasu mieszkam tu we wraku „Rigla 16”. To chyba wszystko…- skończywszy swą opowieść podszedł do replikatora i zamówił szklankę wody. Cordel i Sy zrobili to samo.
-Hmm…- chrząknął po chwili milczenia Kiryłow- to dość niesamowita historia, wręcz niewiarygodna…
-Cóż, jestem żywym dowodem na jej prawdziwość. Może pan z resztą przeczytać dziennik pokładowy.
-Nie omieszkam...- odrzekł Kiryłow.
-Co się stało z oparami biotoksyny? – spytał Sy.
-To dość nietrwała substancja. Po krótkim czasie wszystko samoistnie się rozłożyło, nie ma śladu.- odpowiedział Tromper.
-Czy poza kabiną i mostkiem cokolwiek ocalało ze statku po katastrofie?- odezwał się Cordel.
-Nie. Kabina z mostkiem tworzyły moduł ratunkowy, jak już wspomniałem. Po zbliżeniu się na określoną odległość do planety, odłączyły się od pozostałej części statku i wylądowały tutaj, za pomocą napędu grawitacyjnego.- wytłumaczył Tromper.
Przez chwilę wszyscy siedzieli w milczeniu. Na czole Trompera znów pojawiły się kropelki potu a jego szkliste oczy zamknęły się na parę chwil.
-A teraz ja chciałbym Wam zadać kilka pytań.- przerwał po chwili ciszę- Czy na tej planecie, poza mną oczywiście- mówiąc to uśmiechnął się z przekąsem- odkryliście coś ciekawego?
-Sy, nie zdążyłem zapoznać się z raportem- zwrócił się do planetologa Kiryłow.
-Prawie nic. Trochę żelaza i krzemu a poza tym pustka i jałowość.
-To świetnie...- powiedział cicho Tromper, ale po chwili odezwał się w te słowa- a co to w ogóle za system?
-Gamma-3, kwadrat 1,-6. – odpowiedział Cordel.
-Ma pan skafander?- zapytał Kiryłow- W naszym magntokopterze jest jeszcze jedno wolne miejsce, zapraszamy na pokład, pana historia na pewno spotka się na Ziemi z wielkim zainteresowaniem.
-I tu właśnie jest problem- powiedział Tromper.- Dziękuję za pomoc, ale ja nie chcę stąd odlatywać.
-Co?!- wykrzyknęli niemalże chórem kosmonauci.
-Nie chcę stąd nigdzie się ruszać.- powtórzył dobitnie Tromper.- Całe moje życie było pracą w niewoli, strachem, stresem i pasmem goryczy. Dopiero na tej planecie odnalazłem spokój. Mam tu wszystko czego potrzebuję. Komputer wyliczył, że zapas energii starczy na ponad tysiąc lat pracy systemów podtrzymywania życia i replikatorów. Mam do dyspozycji olbrzymią wirtualną bibliotekę multimedialną z kilkoma milionami pozycji. Mogę korzystać ze stymulatorów doznań. Medbot zapewnia mi opiekę medyczną. A gdy mi się zachcę, wkładam skafander i wychodzę na spacer. Nie potrzebuję towarzystwa (oczywiście nie traktujcie tego osobiście), mam wszystko czego mi trzeba. Pierwszy raz w życiu znalazłem dom… Swój dom.
„Wariat” pomyślał Sy.
-Czy ta planeta leży w jakimś strategicznie ważnym punkcie? – zapytał Tromper.
-Nie, to zdecydowanie zadupie- odparł Cordel.
-A zatem skoro nie ma tu nic do wydobywania, i skoro jest to, jak pan to określił, zadupie, mam do was wielką prośbę. Przemilczcie moją obecność tutaj. Moja postać nie ma żadnego znaczenia- zaś wrak jest pusty- wariograf w kasku Kiryłowa ani drgnął- Cały ładunek biotoksyny diabli wzięli, mafia z Bormio dawno już o tym pewnie zapomniała. Chcę tutaj zostać i dokonać swych dni w spokoju. Proszę was, pomóżcie mi w tym...
Znów zapadła chwila milczenia.
-Czy mogę przejrzeć dziennik pokładowy?- zapytał Kiryłow.
-Proszę, tamte drzwi, środkowy panel, hasło dostępu 53677.
Kiryłow zniknął za drzwiami mostku, zaś Tromper zaczął wypytywać Sy’a i Cordela o to co się dzieje we wszechświecie. O dziwo okazało się, że jest on dość nieźle zorientowany- radiostacja modułu ratowniczego „Rigla 16” była w stanie odbierać jeden program radiowy nadawany z Tau Ceti! Rozmowa trwała blisko kwadrans aż wrócił Kiryłow.
-Wszystko się zgadza- powiedział niewyraźnie.
-Proszę o spełnienie mojej prośby kapitanie- rzekł Tromper.
-Myślę, że to da się załatwić- odparł ku wielkiemu zaskoczeniu Sy’a kapitan. Podszedł do rozbitka i uścisnął mu dłoń, za nim uczynili to załoganci.- niech pan to weźmie- powiedział Kiryłow wręczając Tromperowi małe metalowe pudełko z przyciskiem.- To nadajnik wiązki pozytronowej o zasięgu 12 parseków. Gdyby pan kiedyś chciał wrócić, proszę wcisnąć przycisk. Usłyszą pana na Tau Ceti i na pewno kogoś przyślą. Na wszelki wypadek zmieniłem w dzienniku datę katastrofy aby nie było, że pana nie zauważyliśmy w razie czego...
Tromper uśmiechnął się ale nie przyjął podarunku. Podszedł do biurka stojącgo w rogu kabiny i wyjął z szuflady identyczny przedmiot.
-Dziękuję kapitanie, ale gdybym chciał, to już dawno bym to zrobił… Miło, że wpadiście. Szczęśliwej drogi powrotnej, odprowadzę was.
To rzekłszy Tromper włożył skafander i hełm, otworzył drzwi śluzy i wraz z załoga wyszedł na zewnątrz. Rachel siedząca w kabinie magnetokoptera przykleiła się do szyby niczym glonojad w akwarium. Jeszcze przez kilka chwil po starcie magnetokoptera Sy nie mógł oderwać wzroku od postaci stojącej przy wraku i machającej w ich stronę ręką na pożegnanie.
----
-Nawet nie trzeba było wcale kłamać.- powiedział Kiryłow i pociągnął łyk koniaku.- przeczytaj i podpisz jeśli nie masz zastrzeżeń.
Po kilku minutach Sy wrócił do kajuty kapitana.
-Ta planeta sama sobie nie robi reklamy- powiedział wręczając kapitanowi podpisany dokument.
----
Dr. Anderson, wicedyrektor Biura Eksploracji, centralnej agendy Konfederacji odpowiedzialnej za eksplorowanie, kolonizację i eksploatację nowoodkrytych systemów gwiezdnych rozsiadł się wygodnie w obrotowym krześle obitym skórą, za mahoniowym biurkiem. Za oknem ostatnie promienie słoneczne odbijały się w lazurowej tafli Morza Śródziemnego. Dyrektor włożył na nos okulary w złotej oprawce i pochylił się nad leżącym przed nim kilkustronicowym raportem.
Na planecie nie występują żadne surowce uzasadniające ekonomicznie rozpoczęcie budowy na niej stacji górniczych.
„Od początku tak przypuszczałem” pomyślał Anderson.
Gleby nie rokują nawet po ew. rekultywacji.
„Było do przewidzenia”.
Położenie planety nie zbiega się z żadnym szlakiem handlowym, zaś z punktu widzenia obronności jest całkowicie oddalone od sektorów o wysokim znaczeniu strategicznym. Odległość od najbliższych systemów Konfederacji dodatkowo uzasadnia poniechanie koloniacji.
„Cóż, chociaż stary kapitan mógł coś jeszcze zobić coś ambitnego zamiast łowić ryby gdzieś na Kaukazie” powiedział sobie w myślach.
Sugerowana nazwa: Asylum. Podpisano: komandor Wasilij Kiryłow, dowódca ekspedycji, chorąży Sy Walters, planetolog.
„Skąd ta nazwa? Staruszek Kiryłow chyba miał poetycki nastrój” uśmiechnął się Anderson i wcisnął dzwonek zamontowany na blacie biurka. Po chwili do jego gabinetu weszła młoda dziewczyna w czarnobiałym kostiumie.
-Pani Higgins, proszę opatrzeć ten raport klauzulą Rozpatrzone i zarchwiwizować w dziale „Obszary bez znaczenia strategicznego”.
-Jaka nazwa? – spytała dziewczyna.
-Niech będzie Asylum.
Sekretarka skinęła głową i wyszła. Anderson rozparł się w fotelu i powiedział do siebie:
-Rzeczywiście zadupie. Niewarte zachodu...
Renacie Wilewskiej
Styczeń 2004
Odpowiedzi
Bardzo ładne opowiadanko
Przyjemnie się czytało, idealna rozrywka na małą przerwe w nauce do matury :).
Chciałoby się powiedzieć - czekamy na więcej. Ale to już 4 lata.
Pozdrawiam
Super
Super opowiadanie, oby więcej takich!!! Kto by nie chciał mieć takiego azylu??
Pozdrawiam i czekam na więcej ;-)
ok
ujdzie ;)
Dodaj nową odpowiedź