Kraina mlekiem i miodem płynąca. Tak można najlepiej określić to miejsce. HoneyValley to istny raj na ziemi. Kwieciste łąki, złociste łany zboża, urocze domki rozsiane między pagórkami i zielony gaiczek gdzieś w dali. Słodko nie? Cholera też mi się tak zdawało, więc jak tylko zobaczyłem taki obrazek docisnąłem gaz w moim łaziku i rozsypując za sobą fontanny kwiatków i ziemi wparzyłem w to sielskie sioło. Od dłuższego czasu szukałem już takiego miejsca, ale w najśmielszych snach chyba czegoś takiego sobie nie wyobrażałem. Nie oszukujmy się, świat dostał kilkoma atomówkami za dużo, mutki na wyścigi z Molochem bawią się w deptanie kwiatków i ludzi, wiec niema co marzyć o Edenie. A ja taki znalazłem. Nieźle nie? Dokładnie to, czego potrzeba staremu człowiekowi, który chciałby przejść już na emeryturę. No może nie takiemu staremu, ale stałe miejsce było by wskazane. Dobra dość o mnie. No więc do HoneyValley trafiłem jakieś pięć lat temu, szwendając się po centralnych terytoriach Teksasu. Zastałem dokładnie taki sielski obrazek, jaki poetycko przytoczyłem na wstępie. Hektary pól porośniętych rozmaitymi kwiatkami i zbożami. Kolejne hektary sadów owocowych i spory lasek klonowy. To, że te drzewka nazywają się klony dowiedziałem się później. Widzisz wioseczka żyje z produkcji różnych słodkości. Mają tu pasieki, które dostarczają przepyszny miodek, jak się ma miodek i zboża to oczywiście pędzi się z tego bimber. No więc miejscowi pędzą go aż na potęgę. Z lasku klonowego odsysają żywicę, czy co to tam jest. W każdym razie robią syrop klonowy. Mówię ci człowieku, jeśli raz spróbujesz naleśników z tym nektarem nigdy nie spojrzysz już na inne śniadanko.
Żyje tu kilka rodzin. Gospodarstw jest kilkadziesiąt, ale większość mieszkańców jest mniej lub bardziej ze sobą spokrewniona. Nawet ja jestem już w rodzinie. Miałem szczęście ożenić się z córeczką Pastersonów. Wspaniała kobieta, wspaniała rodzina, ale człowieku, co ja się musiałem nabiegać żeby zdobyć jej rękę! Dobra, dobra nie będę opowiadał ci romantycznych historii. Dość powiedzieć, że miejscowi nie przepadają za obcymi. Prowadzą wymiany z kilkoma handlarzami z innych osiedli, ale raczej nie zapraszają byle kogo do siebie, a też nie każdy się tu specjalnie pcha. To przez te pszczoły. Co nie mówiłem jeszcze? Aha no to zaraz powiem tylko kilka słów o rodzinach HoneyWalley.
Po pierwsze rodzina Pastersonów. Posiadają tutaj monopol na zboża. Pszenica, żyto, kukurydza, no i ziemniaki i chmiel. Nie, że są jakimiś potentatami. Wszyscy tu zajmują się swoim i doskonale dogadują. Walt Pasterson, senior rodu to osiemdziesięcioletni staruch, który trzęsie całą familią. Słuchaj, tylko mu tego nie powtarzaj, ale większość rodzinki już tylko czeka żeby sobie odpuścił. Nie! Broń Boże nie żeby umarł. Dziadek Walt jak go tutaj nazywamy, jest farmerem z dziada pradziada jeszcze sprzed wojny. Ma ogromną wiedzę o tych sprawach i cała wioska chodzi do niego po porady. Tylko, że on ma taki zwyczaj, że czasami sam lubi udzielać rad z własnej inicjatywy i to nie tylko w sprawach rolniczych. Razem z Dziadkiem Waltem mieszkają Marry i Georg Pastersonowie, oraz ich dzieci. Właśnie Meg ich córka jest teraz moją żoną, a ja jestem w rodzinie. Oczywiście mam już teraz nazwisko Pasterson. Taka tradycja. Marry jest druga pod względem ważności po Dziadku. Zarządza obejściem, swata młodzież w wiosce i przewodzi kółku różańcowemu. Aha no i oczywiście odbiera porody wszystkiego, co tutaj urodzić może, od krowy, przez konia po kobiety. Poza tym rdzeniem jest jeszcze cała masa wujków, ciotek, kuzynów i innych powinowatych spokrewnionych z Pastersonami. Wszyscy pracują na polach. Jak mówię wszyscy to dokładnie to mam na myśli. Nawet ja. W prawdzie jestem mechanikiem, nie rolnikiem, ale musiałem nim zostać żeby ożenić się z Meg. Jasne dalej grzebię w silnikach, na tym dorabiam do naszego małego gospodarstwa, bo praca na polach to taka trochę pańszczyzna, jeśli wiesz, co mam na myśli. Ale nie narzekam. Maszyn jest niewiele, ale są tak stare, że zawsze jest coś do zreperowania. I tak dziękuję Bogu, że nie trafiłem do Adamów i ich pszczół. A tak, nie mówiłem jeszcze o pszczołach. Zaraz, zaraz.
Następna rodzinka to Adamowie. Najstarszym członkiem rodu jest Joseph Adam. Pewnie tak stary jak Dziadek Walt i pewnie tak samo wkurzający. Razem z Ojcem Thomasem tworzą tutaj coś w rodzaju rady starszych. Taka boska trójca. Ale o Ojcu później. Adamowie zajmują się pasiekami. Wokół wioski gdzie nie spojrzysz rozciągają się łąki pełne kwiatów, a pszczółki produkują z tego wspaniały miód. Pasieki na szczęście położone są z dala od zabudowań, bo pewnie połowa populacji dawno już by wymarła. Widzisz pszczółki są jak by trochę większe niż normalnie. Nie wiem czy to promieniowanie, czy inne świństwo, ale pszczoły Adamów są średnio trzy, cztery razy większe od tych przeciętnych. A ich jad potrafi położyć konia. Serio, sam ledwo uszedłem z życiem, gdy raz mnie jedna dziabnęła. To była moja wina, teraz to wiem, ale nie zmienia to faktu, że jak widzę te bestie to przechodzą mnie ciarki. Adamowie podobnie jak Pastersonowie zajmują się bartnictwem rodzinnie i wielopokoleniowo. Mówi się, że nowonarodzonych przyzwyczajają do pszczół nacierając skórę rozcieńczonym jadem. Nie wiem czy to prawda. Taka ciekawostka. Fakt, że łażą miedzy tymi potworkami bez żadnej ochrony i jak dotąd nie słyszałem by któremuś z Adamów coś się stało. A jest ich równie sporo, co Pastersonów. Pszczoły nie są agresywne, ale jak zaczniesz machać rękami czy uciekać, albo, co gorsza próbować jakąś rozgnieść to masz pewnie, że jej koleżanki cię dopadną. Dlatego lepiej stój spokojnie, daj jej przelecieć, albo nawet usiąść na ręce, a nic ci się nie stanie. No chyba, że coś im się nie spodoba. Raz podobno bez żadnej przyczyny śmiertelnie pożądliły jednego facet, ludzie mówią, że wbiły się w niego ze dwa tuziny żądeł. Później okazało się, że był mutkiem. Może to przypadek. Nie wiem. Tak czy inaczej Adamowie to bardzo mili ludzie. Wszyscy mężczyźni maja gęste brody, a wszystkie kobiety jest, za co złapać. Ale nie rób tego. Dobrze radzę.
Warto powiedzieć też kilka słów o wspomnianym już wcześniej Ojcze Thomasie. Ojciec jest tu pastorem. Mieszka w niewielkiej chatce w samym sercu wioski, do chatki przylega całkiem ładny, odnowiony kościółek. Co niedziela spotykają się tam na mszy wszyscy mieszkańcy HoneyValley. Ludzie tu są bardzo religijni, ale nie narzucają się z tym jak goście z Salt Lake. Po prostu podobnie jak większość Teksańczyków dbają o tradycje, rodzinę i wiarę. I dobrze. Nabożeństwa są naprawdę fajne. Śpiewamy sobie i słuchamy kazań Ojca Thomasa. Ojciec jest mężczyzną w średnim wieku. Podobno przybył tutaj kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze żył poprzedni proboszcz. Jak tamten odszedł Ojciec przejął jego rolę. Pastor jest spokojnym miłym mężczyzną, ale nie wymoczkowatym klechą. Widziałem go raz w akcji ze śrutówką, jak jakaś pomylona banda zaczęła rozrabiać we wiosce. Ładnie ich pogoniliśmy. Ojciec Thomas wyjmował mi wtedy kule. Aha no tak, jest też lekarzem. Nie takim od krów, ale prawdziwym. Ludzie tutaj zazwyczaj leczą się sami, ale jeśli coś poważniejszego się dzieje, on daje radę. Nie wiem gdzie się tego nauczył, nie lubi mówić o czasach sprzed HoneyValley. Kiedyś gadaliśmy przy grzanym miodku o cudzie tej krainy. Pastor się już trochę wstawił i mówił coś, że to dzięki pszczołom, że niby one jakoś zżarły promieniowanie z okolicy i dlatego tu jest tak zdrowo, a one są takie wielkie. Zaraz potem wpadł pod stół, więc nie biorę tego na serio.
Ostatni z wielkich klanów to rodzina Donersów. Cała familia robi przy klonach. Mówiłem już o lasku? Mówiłem. No więc między wiosną a jesienią podczepiają do drzew taki system rurek który zbiera ich sok. Z tego soku robią syrop klonowy. Mówiłem już, że to niebo w gębie? Mówiłem. Zapamiętałeś, aż ci ślinka cieknie. Nie dziwię się. To prawdziwy przysmak. Podobno ich wyroby zamawia nawet jakiś baron z Federacji. Jemu też się nie dziwię. Rodzinka poza syropem prowadzi jeszcze jedyną miejscową knajpę. Taki przyjemny bar, gdzie można napić się miejscowych specjałów, pogadać po pracy, czy urządzić wesele. Wszyscy mówią tu na nią po prostu Miodowa Chata, bo dostaniesz tam najlepszy miód pitny w całych stanach. Ręczę za to moim słowem. Aha no i osławione naleśniki z syropem klonowym. Wpadam tam z Meg co niedzielę właśnie na to śniadanko. Tak jak połowa wioski. Druga połowa boi się Merry i jada u niej. To też taka tradycja. Staruszkowie zbierają się na niedzielnym śniadaniu u jednej z głów miejscowych rodów, a młodzi wcinają naleśniki. Dzięki Bogu ja jestem jeszcze ciągle ten młody. O Donersach można jeszcze powiedzieć, że robią tutaj za kontakt ze światem. Mają kilka ciężarówek i powozów, którymi zawożą część towarów do handlarzy, a przywożą różne potrzebne tutaj rzeczy. Leki, narzędzia, części, materiały i ubrania. I tak się to tutaj wszystko toczy.
Jest jeszcze kilka rodzin niezwiązanych z Adamami, Pastersonami czy Donersami. To rodziny, które sprowadziły się stosunkowo niedawno, ale podobnie jak ja trafiły na to miejsce przez przypadek. Wioska generalnie ma bardzo dobry przyrost naturalny. Kobiety są tu płodne, a i faceci nie próżnują. Tak więc szóstka dzieciaków to ostatnio szczyt mody. Mimo to zdarza się, że ktoś z młodzieży zapragnie zwiedzić wielki świat. Ja tam wiem swoje i nigdzie się stąd już nie ruszam. Nie tęsknię do niczego z tamtego życia. Nawet mała strzelanina się tu trafi. HoneyValley to cudowne i równie bogate miejsce. Łakomy kąsek dla gangów. Dlatego wioska wraz z kilkoma innymi okolicznymi osiedlami sponsoruje swego rodzaju policję obywatelską. Wspólnie kupują broń i amunicję. Co jakiś czas grupka kowbojów robi przejażdżkę po okolicy i sprawdza czy wszystko gra. Jak coś jest nie tak to zbiera się armia uzbrojonych po zęby byczków z Teksasu. Jeśli miałeś z jakimś do czynienia wiesz, co to oznacza. Nikt tu nie jest mięczakiem, a każdy będzie bronił swojej rodziny i dobytku. Bo rodzina to jest świętość. A tu w tym raju, te słowa naprawdę mają moc.

Fajna lokacja. Niespecjalnie
Fajna lokacja. Niespecjalnie "wystrzałowa", za to dobrze opisana i użyteczna jako materiał do wykorzystania na sesji. Czego mi tutaj natomiast brakuje... Jakiejś MROCZNEJ TAJEMNICY :]
Uwagi techniczne:
"Wszyscy mężczyźni maja gęste brody, a wszystkie kobiety jest, za co złapać." - brakuje chyba jakiejś wzmianki o jędrnych biustach? :)
"o wspomnianym już wcześniej Ojcze Thomasie" - ojcu Thomasie. Ojcze to w wołaczu ;)
mrok, tajemnica, masakra
a nie :p tym razem na słodko, bez mroku, tajemnicy i masakry :)
jesli ktoś ma jednak wielka i nieopisana potrzeba to prosze bardzo, wpleśc tam mrok łatwo
1) Kim jest Ojcie Thomas, dlaczego nie mówi o swojej przeszłosci? Z kim spotyka się w trzecia niedzielę każdego miesiąca przy starej szopie Pastersownów? Kim byli ludzie którzy wypytaywali o niego pół roku temu gdy był na "urlopie"? Dlaczego nie ma Pani Pastorowej i dlaczego do cholery poprzedni proboszcz udławił się jajkiem skoro ich nie cierpiał?
2) O co chodzi z tymi pszczolami? Wielkie jak wróble, lataja jakoś tak niemrawo, ale miód robia nieziemski. Właściwie nie da sie bez niego żyć. Jak si tak zastanowić to naprawdę jest kłopot kiedy wyjedża się na dłużej. Po prostu trzeba mieć ze sobą zapas. Ale to chyba normalne nie? Jak się coś lubi i si tego nei ma to człowiek robi się nerwowy. Poza tym miód to zdrowie. Nie dziwne, że jak sie nei je miodu przez miesiąc to człowieka rózne choroby łatwiej trafiają. Z każdym miodem tak jest nie?
3) Ale wróćmy do tych pszczół. Lataja jak pijane i na wszysto generalnie leją. Ale spróbują taka przegonić, albo nie daj boże zabić. Daję ci 15 sekund zycia chyba, że masz butle tlenową i jeziorko pod reką. Aha wiesz co jest jeszcze ciekawe? Kiedyś jedna z krów dostała jakiejś wśieklizny czy coś. W kazdym razie jak szalona wbiegła w pasieki i przewróciła jeden z uli. Oczywiscie pszczółki się nią zajęły. Wybrałem się tam później, żeby pozbierać truchło bo to nasza krowa była. Przechodze koło rozbitego ula, patrze, a tam dióra w ziemi na dwa metry i jeszcze jakies korytarzyki po bokach, tak że końca nei widać. Sprytne te pszczółki nie ma co. Spiżarnie sobie niechybnie zrobiły.
Sorki za błedy. Niestety nie posiadam korektora, a tekst pisany był "jednym tchem". Co mnie nie usprawiedliwia oczywiscie. Zawsze staram się jak najmniej takich byków sadzić.
A biusty to sobie wyobraź Pastorze sam ;)
Dzieki za koment
"Dlaczego nie ma Pani
"Dlaczego nie ma Pani Pastorowej"...
Uważaj, Trip, nie bierz mnie pod włos :D
sielanka
Tak w skrócie. Dobry tekst w swojej klasie. Osobiście nie mam dużej zdolności generowania sielanek bez podtekstów (co wykorzystują później moi gracze, którzy dobrze wiedzą, że gdzieś jest zło) i ta sielanka bardzo mi odpowiada. Jest taka wiejska, urocza, te rodziny żyjące jak hobbici. Dobra lokacja, plus za pomysł z drzewami klonowymi. Dobra robota.
Dodaj nową odpowiedź