Być jak Andrzej Pilipuk. To chyba marzenie niejednego mniej lub bardziej doświadczonego pisarza. Nie da się ukryć, że jest jednym z najbardziej płodnych, literacko, autorów ostatnich lat. Tworzy dużo, często i do tego robi to bardzo udanie, dzięki czemu przybywa fanów jego prozy. Przyglądając się jego twórczości trudno oprzeć się wrażeniu, że prowadzi on swojego rodzaju podwójne życie literackie, co świadczyć może jedynie o jego ogromnym potencjale. Z jednej strony prace lekkie, łatwe i proste – Jakub Wędrowycz czy Norweski Dziennik, z drugiej strony książki nieco poważniejsze i dojrzalsze – trylogia o siostrach Kruszewskich, antologia 2586 kroków czy Operacja „Dzień Wskrzeszenia”. Obie strony są różne, ale równie ciekawe i doskonale napisane. W przypadku Czerwonej gorączki mamy do czynienia z tą drugą, nieco poważniejszą stroną Pilipiuka – produkt wolny od Jakuba Wędrowycza.
Zapatrując się w Czerwoną gorączkę mamy do wyboru wydanie w miękkiej lub twardej oprawie. Recenzowany egzemplarz ma okładkę twardą nietypowego formatu. Zdobi ją intrygujący obrazek przedstawiający połyskującą postać przemierzającą jakieś stare miasto podczas zamieci. Krew z okładki „leje” się na karty książki, które są na swoich obrzeżach zabarwione na czerwono. Zabieg ten jest bardzo pomysłowy, za co Fabryce Słów należy się plus. Ładny, beżowy papier, z którego zrobiono karty tego wydawnictwa jest zszyty, więc nie ma obaw o to, że książka po przeczytaniu się rozpadnie. Tytuł zbiorku oraz każdego opowiadania zapisany jest przy użyciu liter polskiego i rosyjskiego alfabetu. Poziom edytorski stoi na najwyższym poziomie, za co wydawnictwo otrzymuje kolejnego plusa.
Czerwona gorączka to zbiór jedenastu opowiadań, który w pewnym stopniu wydaje się kontynuacją 2586 kroków. Znajdziemy tu znanego z poprzedniej antologii doktora Pawła Skórzewskiego oraz mnogość i różnorodność gatunków literackich. Dzięki Pilipiukowi mamy możliwość przenieść się do zamrożonego Petersburga, spotkać Feliksa Dzierżyńskiego, Marszałka Piłsudskiego, przelecieć się sterowcem, wyżyć się na wspomnieniach o nauczycielce-kosie, poznać dziennikarskie hieny czy spotkać kosmitów w Warszawie. Mamy tu i zabawy z historią, także z tą alternatywną, polityką, klasycznym fantasy, zawiłościami ludzkiego życia i ich uczuciami.
Tytułowe opowiadanie Czerwona gorączka przenosi nas w czasy Rewolucji Październikowej do skutego lodem Petersburga. Spotkamy w nim jednego z ciekawszych, poza Jakubem Wędrowyczem, pilipiukowego bohatera – Pawła Skórzewskiego. Tym razem doktor nie będzie leczył trądu, a pracując na polecenie krwawego Feliksa Dzierżyńskiego będzie miał wyjaśnić pobudki kierujące mordercą bolszewików. Jak w każdym opowiadaniu Pilipiuka traktującym o przeszłości, o historii czuć jego archeologiczne wykształcenie. Miasto z początków ubiegłego wieku jest żywe, namacalne, barwne i przerażające. Niestety jest to właściwie jedyny plus tego opowiadania, którego fabuła nie elektryzuje. Poprzednimi dziełami traktującymi o Skórzewskim autor zawiesił sobie bardzo wysoko poprzeczkę, do której tym razem nie doskoczył. Opowiadanie bynajmniej nie jest złe, ale czegoś mu brakuje. Niemniej wprowadzi nas w świat Pilipiuka.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 27 kwietnia 2007
ISBN: 978-83-60505-30-4
Oprawa: miękka/twarda
Format: 125 x 195
Cena: 29,99/39,99
seria: Bestsellery polskiej fantastyki


Mhm
Bardzo ładna recenzja, opisuje to o powinna, choć brakuje mi na koniec nieco Twojej wlasnej opini.
Być może skoczę do księgarni i zakupie ów książkę.
Pozdrawiam
Nixos
Skocz, skocz. Na prawdę
Skocz, skocz. Na prawdę warto, a i w przerwach od nauki świetny relaksator :)
--------------------------------
They killed Kenny. You bastards!
Być jak Wesyr.
Być jak Wesyr. To chyba marzenie niejednego mniej lub bardziej doświadczonego recenzenta.
Zdecydowany plus dla Ciebie za wytrwałość, znaczy się.
Artykuł świetny. Książki - szczególnie zbiory opowiadań - recenzuje się ciężko, bo i aspektów mniej (zamiast kostiumów opisujemy zszycie okładki, zamiast scenografii - czcionkę), i odbiór przeważnie nieco cięższy, i niełatwo scharakteryzować grupę mniej lub bardziej udanych tekstów. Tobie się to jednak udało, swoją opinię zawierając w drobnych wtrąceniach i przestrzeniach między wierszami... I nie mam tu na myśli żadnego kodowania stron.
Co do samej Gorączki: wątpię, abym sięgnął po nią w najbliższym czasie... Nie ze względu na autora, który zawsze mi smakował, oczywiście, lecz z innego powodu: nie przepadam za zbiorami odpowiadań, w których bohater znika ze stronic w momencie zaprzyjaźnienia się z czytelnikiem.
tutaj jest inaczej Oleo.
tutaj jest inaczej Oleo. "Czerwona Gorączka" i "2586 kroków" (czy ile ich tam było) to jak by spójna całość. Obie opowiadają o pewnej chorobie, która przewija się miedzy nie związanymi z nia opowiadaniami. No i mamy pewnych powtarzjacych się bohaterwów. Pilipiuk już tak ma że jak sam polubi swojego bohatera to potem łatwo mu nie odpuszcza. Zdecydowanie polecam obie pozycje. "2586 kroków" to też zbiór opowiadań i jest jak by chronologicznie wczesniejszy niż Gorączka. Nie trzeba tego oczywisćie czytać w tej kolejnosci, ale kilka szczegółów wyjaśnionych w krokach, nie jest już tłumaczonych w gorączce mimo że sie pojawia.
Recka fajna Wesyr. Oby więcej :)
Interesuje mnie tylko:
Interesuje mnie tylko: "Znajdziemy tu (...) różnorodność gatunków literackich". Czyli co, oprócz 11 opowiadań jeszcze jakieś nowelki i dramaty? A może ody? :))
Swoją drogą chyba sobie sięgnę po Gorączkę, zachęcony...
Drugie zdanie tej recenzji
Drugie zdanie tej recenzji nieco mnie rozczuliło :) Bynajmniej nie uważam Pilipikua za wybitnego pisarza, który może stanowić niedościgniony wzór. Przyzwoity rzemieślnik co najwyżej, a moim zdaniem twórca o raczej ubogim warsztacie, idący w ilość a nie jakość. Nie umniejszając recenzji ;)
Simie, Pilipiuk nie
Simie, Pilipiuk nie pretenduje do miana pisarza artysty. Jedną z rzeczy, które podobają mi się w jego postawie jest pewien dystans do swojej twórczości i pełna świadomość w jakiej dziace kultury pracuje. I jako twórca popowy, jako rzemieślnik właśnie. Ot, szewc, który robi buty na miarę, który nie ukrywa, że pisarstwo jest jego zawodem, a nie łaską niebios, która spłynęła nań aby sprawować rząd dusz. Dzieła jego są zgrabne, dobrze leżą - bo takie mają być, aby dobrze się sprzedawały.
Dodaj nową odpowiedź